Pielgrzymkowy wyjazd rowerowy na Różaniec do granic – relacja Gosi

Wyjazd rowerowy na „Różaniec do granic ” był dla mnie radosnym wyzwaniem.  Po pierwsze ze względu na możliwość uczestnictwa w modlitwie rozańcowej w jedności z narodem w intencji ojczyzny. Po drugie było to spełnienie pragnienia wejścia na rower po kilkuletniej przerwie.

W katedrze pobłogosławił nas ks. proboszcz Dariusz Knapik i w 11 osób ruszyliśmy do Kołbaskowa. Szybko okazało się,  że jestem najsłabszym ogniwem. Jeszcze ten deszcz i ogromny wiatr, który usiłował zatrzymać mój rower w miejscu. I tu cudowne doświadczenie wspólnoty! Słowa Marzeny „To nie tylko twoja ofiara, trud, ból i smutek z powodu niemocy, ale też inni mają szansę okazać ci pomoc, zatrzymać się,  nie myśleć tylko o sobie” Ileż razy doświadczyłam wsparcia! Poczekali,  zwolnili (tym razem mogli sobie na to pozwolić), a pod koniec na każdej górce moje plecy odczuwały przyjazną, popychjącą dłoń. I to nie tylko męża. Może faktycznie dzięki mnie nawet Staś i Jacek mogli odczuć choć nieco trudu?
Sam różaniec odmówiliśmy przy słupach granicznych w Pargowie. Zdziwiona byłam, że tak szybko to zleciało. Cztery części,  pierwszy raz w życiu odmowiłam za jednym zamachem. Wiedzieliśmy,  że damy radę,  po to tu przyjechaliśmy. Widzieliśmy tłum ludzi, którzy przybyli tu w tym samym celu. Pięknie wyglądał obstawiony modlitewnymi grupkami pas graniczny.
Okropnie wiało, ale prawie nie padało. Marznąc myślałam „żołnierze znosili zimno i głód, tracili zdrowie, kończyny i życie, cóż to jest te 1,5 godziny”. I zaraz okazało się, że jest z boku niepozorne miejsce, zupełnie osłonięte od wiatru. Wróciliśmy zdrowi i szczęśliwi, że uczestniczyliśmy w tym niezwykłym narodowym zrywie.

 

Małgorzata Świłpa

 

Zdjęcia Adriana i Jacka:

Galeria zdjęć Rózaniec do Granic

Komentarze

Komentarz(y)